poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Capcom, przemyślenia...

             Capcom to czołowy gracz z Japonii. Jego gry są dużo bardziej przystępne dla odbiorcy z zachodu.  Capcom jak każda duża firma ma swoje blockbustery. Motyw zombie to ich główny sposób na zarabianie pieniędzy. Poniżej chciałbym przedstawić najważniejsze tytuły i moją opinie o nich jako grach pojedynczych, oraz ogólnie jako o marce.  Tekst będzie dłuższy od pozostałych, ponieważ jest tutaj więcej rzeczy do opisania. Tak więc głęboki wdech i jedziemy;
 
-Resident Evil, spodziewaliście się czegoś innego na pierwszym miejscu? To najważniejsza seria dla wydawcy i według mnie pokazuje to bardzo wyraźnie. Tutaj oprócz gier, mamy doczynienia z filmami. Seria gier zadebiutowała w 1996r, natomiast pierwszy film wyszedł w 2002r. Zajmę się najpierw filmami. Oglądałem wszystkie więc odniosę się do każdej części. Pierwsza część opowiada jak wirus T wydostał się z podziemnego laboratorium. Film był ewidentnie robiony jako podstawka pod przyszłe części, bardzo dużo czasu poświęcone było korporacji Umbrella, która stoi za tym wszystkim. Kolejna część opowiadała o zainfekowanym miasteczku i jak nasza grupka bohaterów musi uciec z niego zanim zostanie spalone. Dodatkowo poznajemy głębiej członków korporacji, szczególnie pewnego pana na wózku, którego córeczka jest w szkole pełnej zombie. Pomijając streszczenie fabuły, film bardzo fajnie się oglądało. Jest to moja ulubiona część Residenta.  Trzymała w napięciu, była spora dawka zombie, ciekawi główni bohaterowie. Nie jest to kino wybitne, jednak dla przeciętnego odbiorcy jakim jestem ja, jest w sam raz. Kolejna część to ewidentna zmiana schematu. Teraz to zombie powinny się bać nas, nie my ich. Takie odniosłem wrażenie będąc na seansie. Podczas gdy przedtem zombie stwarzały jakiś większy problem teraz to Alice (Mila Jovovic) kasuje jednego za drugim, reszta załogi także nie daje sobie w kasze dmuchać.  Cały film rozgrywa się na pustyni Nevadzie, Las Vegas. Nie chce spoilować zbytnio, ale III część mimo swoich wad jest także bardzo przystępna, trochę straszy, trochę bawi (owszem, niektóre momenty są zabawne). Ostatnia część to Afterlife, wydana w 3D, które jest fajnie wpasowane w film.  Jednak ostatnia część zawodzi na całej linii, nie licząc w/w 3D. Fabuła jest śmieszna, niby jest uniwersum serii, jednak to wszystko jest jakieś takie mdłe. Film jest napakowany efektownymi strzelaninami, skokami, nie ma już strachu, że Zombie ugryzie bohatera a za parę godzin stanie się jednym z nich, nie ma pokazanych jego rozterek, nie mówi „uciekajcie beze mnie, ratujcie się”, wiem, że to głupie, ale tego też trzeba. Jest tylko akcja, akcja, akcja. Spodziewałem się czegoś innego.                                             Przejdźmy jednak do aspektu gier. Po udanej piątej części dowiadujemy się o dwóch nowych grach z uniwersum. Spin-offa  Raccoon City , oraz pełnoprawnej VI części.  Raccoon City ma być co-operacyjną strzelanką dla 4 graczy, naszym zadaniem będzie eksterminacja zombie(jakby inaczej?). Ciekawą zmianą jest, że będziemy sterować ludźmi z Umbrelli! Będziemy robić czystki po wirusie T w miasteczku. Sprytny pomysł na odskocznie od głównej fabuły,  gra ma wyjść w tym roku, zobaczymy co to będzie. Natomiast co do pełnoprawnej kontynuacji nie wiadomo nic oprócz tego, że będzie „renowacją” serii, na czym to ma polegać? Nie mam zielonego pojęcia, może na E3 się czegoś dowiemy. Podsumowując, seria zarabia pieniądze(spore) dla Capcomu więc kręcą filmy, „bajki”, robią kolejne gry, wszystko jak w klasycznym podręczniku o biznesie w XXI w. Po prostu dostarczają to na co jest popyt i to przeważnie w dobrej jakości. Kibicuje tej serii i czekam na kolejne wiadomości z nią związane.

 -Street Fighter, ile to już mieliśmy wydań street fightera IV? Wydają gdzie tylko mogą, gdzie się tylko da. Jednak popatrzmy na to z innej strony, kto nie chce zarobić kilkukrotnie na tym samym? W biznesie nie ma miejsca na rozczulanie się. Ambitne projekty to rzadkość, nikt nie będzie ryzykować. Oczywiście Sony, Rockstar robią gry ambitne i chwała im za to. Akurat w Street Fightera nie grałem więc ciężko wypowiedzieć mi się na temat jej klasy. Jednak wyniki sprzedażowe pokazały, że ludzie to kupują, znaczy, że źle nie jest. Recenzje także były przychylne. Jako jedna z nielicznych bijatyk wyszła także na PC. Teraz pojawi się Street Fighter na 3DS, oprócz aspektu sprzedażowego poszerzają znajomość marki. Tekken, Mortal Kombat, Dragon Ball, Naruto, Soul Calibur to główna konkurencja, dlatego trzeba dać do zrozumienia graczom, że ich marka jest bardziej rozpoznawalna, jest na większej ilości platform. Chcą sprawić, że wy ją także zechcecie, na tym polega marketing, na wytwarzaniu potrzeb konsumentów. „Capcom releasing Street Fighter 5 in 2012”, możliwe, że na E3 zobaczymy kolejną część street fightera, która ma być „big step” w rozwoju marki. Dodatkowo w 2012r powinniśmy zobaczyć Street Fighter X Tekken, czyli bohaterowie dwóch gier w jednej. Zapowiada się bomba sprzedażowa, ogólnie taki pomysł jest bardzo dobry, tylko czy za pomysłem pójdzie równie dobre wykonanie? Capcom wydaje przeważnie dobre gry, ma doświadczenie w bijatykach, więc 2012r może być obfity dla fanów japońskich bijatyk.
 
-Lost Planet, czyli taktyczna strzelanina z mechami i ogromnymi bossami. Do tej pory mieliśmy dwie części tej gry. Nad pierwszą częścią pracowali ojcowie Devil May Cry oraz Onimusha, czyli panowie z wyższej półki. Nasz główny bohater został uratowany przez śnieżnych piratów i pomaga im w walce m.in. z ogromnymi stworami zamieszkującymi planetę. To tak pokrótce o fabule, natomiast rozgrywka była typowo japońska. Zapis gry mieliśmy dopiero po ukończeniu danego rozdziału a walki z bossami były wymagające, chociaż wiadomo o co chodzi w nich, unikanie ataków --- strzelanie w pomarańczowy punkt na pancerzu---unikanie ataków. Schemat prosty, wykonanie niekoniecznie, dlatego było frustrujące jak przez 30-40min przebijaliśmy się przez zastępy wrogów aby spotkać się z bossem a potem tego bossa nie mogliśmy dać mu rady?  Nie każdy jest maniakiem, który może katować dany poziom dziesiątki razy, niestety to była dla mnie główna wada gry. Druga część to kontynuacja wydarzeń z jedynki fabularnie. Mechanika rozgrywki pozostała niezmienna.  Zmienił się klimat planety, nie ma skutej lodem miast, jest za to klimat bardziej zróżnicowany. To na plus, tak samo jak co-op we 4 osoby. Jednak zapis rozgrywki nie zmienił się. Wyczytałem w jakimś wywiadzie, że Capcom oczekiwał 6-7mln sprzedanych kopii gry, im bliżej do premiery tym bardziej obniżał ten pułap. Całość  błędu związanego z ową grą i nie tylko prezentuje http://tgs.gamespot.com/story/6276630/japanese-game-makers-five-years-behind-inafune?tag=top_stories%3Btitle%3B2      Materiał jest w języku angielskim, ale bardzo łatwo zrozumiały jest. Pokrótce chodzi, że Lost Planet 2 był zbyt japoński, że japońskie gry są pod pewnymi względami 5 lat z tyłu.  Uważam, że jest w tym wiele prawdy, Japończycy muszą zmienić podejście do robienia gier, są zbyt zacofane pod względem mechaniki.  "While Capcom has had success in the West in recent years with hits like Resident Evil 5, Super Street Fighter IV, and Dead Rising, Inafune said the publisher was "barely keeping up" with the changing industry. Lost Planet 2 in particular was a step back for the company”. To zdanie oddaję wszystko co powinno powiedzieć. 
  - Devil May Cry, ta seria podobnie jak Resident Evil przechodzi restart. Ma być bardziej przystępna dla gracza z zachodu. Owszem, Dante był typowo japońskim typem bohatera, jednak mi się bardzo podobał. Szczególnie czwarta część, klimatyczne przerywniki filmowe, ciekawi bossowie, całość zgrabnie przedstawiona. Capcom zapowiedział restart serii i co z tego wynika ? Emo chłopak? Toż to skandal! Owszem, seria ma nie powtórzyć błędu w/w LP2 i być bardziej nastawiona na zachodniego odbiorcę. Główny bohater także nazywa się Dante, sceneria się zmieniła, teraz wygląda to na miasto XXI wieku.  Po ukazaniu się trailera http://www.youtube.com/watch?v=BSsY6j4vovs&feature=player_embedded#at=104   rozpoczęła się burza z piorunami. Niektórzy są wściekli na zmianę image głównego bohatera. Ja także zaliczam się do nich. Jestem zniesmaczony tym faktem, że straciliśmy Dantego z klasą na rzecz tego „chłystka”. Rozumiem zmianę scenerii, akurat to mi się podoba, tylko dlaczego zmiana głównego bohatera? Gameplay będzie bardzo podobny do czwartej części, tego jestem pewny, trailer to potwierdza. Ciężko coś więcej powiedzieć jak na razie na temat DMC nowego na podstawie jednego traileru. Poczekajmy do E3, na pewno temat będzie poruszony jeszcze nie raz na blogu.
  
-Dead Rising, czyli chłosta z umarlakami na całego. Tutaj także widzimy zmianę, pierwsza część była dużo bardziej japońska niż druga. Capcom wyszedł lepiej na tym w przypadku DR. Oprócz dwóch dużych gier mieliśmy pare mniejszych w dystrybucji elektronicznej, które cieszyły się sporą popularnością. Zombie to bardzo modny temat ostatnio w mass mediach. Dead Rising jako seria cechuje się pewnymi charakterystycznymi cechami. Kombinacje w strojach, broniach, eksterminacji zombii są niesamowite i jest ich niesamowicie dużo.  Sprzedaż Case zero, która wyszła w dystrybucji elektronicznej przekroczyła 500 tys kopii, robi wrażenie? Druga część gry sprzedała się w ponad 2 mln nakładzie, pierwsza część też zakręciła się koło tej liczby. Capcom wie jak robić pieniądze na trupach i robi to doskonale. Trzecia część jest pewna, czyżby znowu pozostało czekać na E3? Bardzo mnie ciekawi co nam pokaże Capcom na E3 a co zostawi na TGS. Byle do czerwca.
 
Oczywiście to nie jedyne marki tej firmy, są jeszcze :seria MotoGp, Marvel VS capcom, Bionic Commando, Mega Man. Jednak opisałem tylko te główne, jakby chciał pisać o wszystkim dokładnie to brakłoby miejsca i zapytajcie siebie? Chcielibyście czytać 10 stron o samym Capcomie i jego biznes-planie? Capcom jako firma coraz bardziej otwiera się na zachodnich graczy. Raz robi to lepiej raz gorzej, jednak stara się przyciągnąć do siebie jak największą liczbę graczy. Delikatnie badają rynek z nowymi markami, nie zawsze to wychodzi, ale jak trafi się na żyłę złota to bite są rekordy sprzedaży rekompensujące poprzednie porażki. Jest ogromna moda na zombie i Capcom zarabia na tym, jednak jak wkońcu skończy się ten hype? Wtedy pewnie ich zyski spadną znacznie. Jednak na razie nic nie zapowada końca  zombiemanii, więc akcjonariusze mogą spać spokojnie i patrzeć jak rosną zera na koncie. Capcom jest bardzo stabilny finansowo i nic nie zapowiada aby się to zmieniło.

KOMENTARZE

Zapraszam wszystkich do komentowania, nie jest obowiązkowe posiadania żadnego konta ani nic. Poprostu klikamy na komentarze, potem dodaj komentarz i z listy wybieramy "anonimowy". Zapraszam do dyskusji. Obecnie przygotowuje tekst związany z Capcomem, obszerniejszy niż poprzednie, zapraszam do czytania i komentowania. : )

piątek, 22 kwietnia 2011

Konami, moje przemyślenia : )

        
       Teraz chciałbym przedstawić kolejnego wydawce, pochodzącego z Japonii, jest nim Konami. Pierwsze skojarzenia? Pro Evolution Soccer, Metal Gear Solid, Castlevania,Silent Hill. Konami oprócz gier zajmuję się innymi rzeczami, jednak w tym przypadku nas to nie obchodzi. Zajmijmy się głównymi markami Konami i jak prezentuje się ich przyszłość.

- Pro Evolution Soccer, czyli jedyny prawdziwy konkurent Fify na rynku elektronicznej kopanki. Z pewnych źródeł PES posiada 25% rynku, natomiast Fifa 75%. PES głownie rządził na PC w ostatnich latach, jednak EA sports w tym roku zaserwowała nam produkt lepszy nawet na PC o konsolach nie wspominając. Odrazu mówię iż nie jestem żadnym fanboyem Fify czy coś, grałem w obie gry i Fifa dla mnie jest o niebo lepsza. Główną zaletą Pesa jest licencja na Ligę Mistrzów, dodatkowo w tym roku Konami wykupiło licencję na Copa Libertadores, jest to Liga Mistrzów w wykonaniu zespołów z ameryki południowej. Może jest to pewien krok na podniesienie sprzedaży w ameryce płd, jednak znając tamtejsze realia nie jest ona wysoka. Oczywiście zespoły występujące w tamtejszych rozgrywkach są licencjonowane. Ale co mnie szokuje, dopiero w edycji 2011 Manchester United, Tottenham, Getafe został zlicencjonowane. Niestety japończycy jeśli chcą poważnie myśleć o walce z Fifa to muszą wyłożyć jeny na stół, oraz poprawiać co roku gameplay, dodawać nowe tryby rozgrywek, Pes nie jest sam w sobie zły, sprzedaję się, co przykładem jest iż wszystkie części Pesa sprzedał się w nakładzie 68.8 milionów kopii. Robi wrażenie?  Według VGChartz najnowszy Pes sprzedał się w ponad 3mln nakładzie, w porównaniu do Fify słabo, jednak na ile to źródło jest prawdziwe, trudno mi powiedzieć. Twórcy nie chcą zdradzić oficjalnej sprzedaży, jednak popatrzcie na to z tej strony, że jakby była ona na dobrym poziomie to napewno by się pochwalili. Przynajmniej powiedzieliby "Sprzedaliśmy o 15% więcej Pesa 2011  w stosunku do 2010", jednak tego nie zrobili. Dlaczego? Niestety dla nich Fifa deklasujuje ich. Nawet oglądając Premier League obok drużyn i zegara mamy logo EA sports. Właśnie w Anglii fifa jest najbardziej popularna. Rynek elektronicznej piłki nożnej jest ogromny i ciągle się powieksza, jeśli Konami chce zawojować coś i stopniowo zyskiwać rynek musi zrobić skok jakościowy na każdej platformie. Atutem PESa jest pojawienie się go na Nintendo 3D ( nie ma Fify na tą platformę ). Życzę tej serii jak najlepiej, jednak minie wiele wiosen zanim coś się zmieni.

-Metal Gear Solid, akurat wszyscy czekamy na Rising, który pojawi się 2011-2012. Niedawno mieliśmy okazję zagrać na PSP w Peace Walkera, który swoją drogą znalazł 1,7 mln nabywców. Jak na podupadłe Play station portable to wynik bardzo dobry. Oczywiście sama gra była bardzo fajna, trzymała poziom. Seria debiutowała na PSX w 1998r. Oto wszystkie serie:
2010 - Metal Gear Solid: Peace Walker - PSP, PSP Go
2008 - Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots / Metal Gear Online - PS3
2007 - Metal Gear Solid: Portable Ops Plus - PSP
2006 - Metal Gear Solid: Portable Ops - PSP
2005 - Metal Gear Solid 3: Subsistence - PS2
2004 - Metal Gear Solid 3: Snake Eater - PS2
2004 - Metal Gear Solid: The Twin Snakes - GC
2002 - Metal Gear Solid 2:Substance - XBox, PS2, PC
2001 - Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty - PS2
1999 - Metal Gear Solid: Integral - PS1, PC
1998 - Metal Gear Solid - PS1
(źródło Wikipedia)
Jak widać seria jest mocno związana z Sony, Rising to pierwsza część gry, która wyjdzie na amerykańskiej konsoli jaką jest Xbox 360.  Zapowiedział ją sam Hideo Kojima na E3 2010. Byłem trochę zszokowany widząc jak wychodzi na scenę na konferencji Microsoftu i wbija nóż w plecy dla Fanboyów Sony. Jestem za multiplatformowością tytułów, więc chciałem aby Rising wyszedł na inne platformy. Można pisać długo na temat bohaterów serii, ich osiągnięć itp, ale to nie czas i miejsce na to. Jest to chyba najmocniejszy tytuł w portfolio Konami.

- Castlevania,  seria jeszcze starsza od MGS, wystarczy spojrzeć na wikipedie:
    Castlevania II: Simon's Quest (NES)
    Haunted Castle (Automaty)
    The Castlevania Adventure (GB)
    Castlevania III: Dracula's Curse (NES)
    Castlevania II: Belmont's Revenge (GB)
    Super Castlevania 4 (SNES)
    Dracula X: Rondo of Blood (Turbografx-16)
    Castlevania: Bloodlines (Genesis) (W Europie znana jako Castlevania: The New Generation)
    Castlevania: Dracula X (SNES) (W Europie znana jako Castlevania: Vampire's Kiss)
    Castlevania: Symphony of the Night (PSX, SAT, XBOX 360 (XBOX LIVE ARCADE), PSP)
    Castlevania Legends (GB)
    Castlevania 64 (N64)
    Castlevania: Legacy of Darkness (N64)
    Castlevania: Circle of the Moon (GBA)
    Castlevania Chronicles (PSX)
    Castlevania: Harmony of Dissonance (GBA)
    Castlevania: Aria of Sorrow (GBA)
    Castlevania: Lament of Innocence (PS2)
    Castlevania: Dawn of Sorrow (NDS)
    Castlevania: Curse of Darkness (PS2, XBOX)
    Castlevania: Portrait of Ruin (NDS)
    Castlevania: The Dracula X Chronicles (PSP)
    Castlevania: Order of Ecclesia (NDS)
    Castlevania: Judgment (WII)
    Castlevania: Lords of Shadow (XBOX 360, PS3)
Liczba tytułów jest imponująca! Oczywiście w większość nie grałem, co nie znaczy, że z serią nie miałem nic wspólnego. Jako młokos grywałem na NESie oraz GBA. Jednak ostatnia część jest cudowna. Klimatem zżera większość produkcji. Gameplayowo także, chłopaki z Hiszpanii pokazali,że Castlevania nie umarła jako "duża produkcja". Niedługo zobaczymy dodatek DLC na który wiele osób czeka. Marzy mi się także kolejna część przygód Gabriela. Z tego co wyczytałem Lords of Shadow się sprzedało, więc możemy liczyć na kolejne epizody. Może dostaniemy nawet film, o którym się mówiło pare lat temu? Konami ma szanse zarobić na tej marce sporo jenów, jeśli tylko dobrze wszystko rozegra ;)

- Sillent Hill, mieliśmy już 7 częsci gier, zbliża się ósma, oglądaliśmy film o Silent Hill, drugi się zbliża. Co to znaczy? Seria ma się dobrze, ma uznanie wśród graczy, mimo iż ostatnie części nie były zbyt wybitne. Może ekipa z Czech, która produkuje Downpoor pokaże nam dobrego,starego Silent Hilla. Jest mało filmów z kategorii Horrorów i pokrewnych, które mnie interesują, ten tytuł jest jednym z nich. Ciekawe jest tylko czy seria pójdzie śladem Resident Evil i przekształci się w strzelanke gdzie strach jest sprawą drugorzędną a liczą sie skrpyty i strzelanie widowiskowe czy zostaną przy survival-horrorze. Obecenie na rynku brakuje dobrych filmów na podstawie gier, chciałbym aby Silent Hill trzymał poziom i pokazał, że cut-scenka ---- skrypty ---- cutscenka to nie jedyna droga do stworzenia gry, Konami ma sprawę ułatwioną, marka jest znana, aż taki marketing nie jest potrzebny, więc mogą spokojniej czekać na wyniki sprzedaży. Wiadomo, to wszystko zależy od wielu czynników; daty wydania, jakości produktu, odpowiedniej reklamy itp,itd. Konami widać nie odpuszcza tej serii, co pokazują kolejne gry oraz filmy. Bardzo dobry ruch z ich strony, pokażcie Capcomowi co znaczy "wierność gatunkowi", podążanie za modą nie jest zawsze dobre! Trzymam kciuki:)

           Według raportu finansowego Konami nie żyję się najlepiej. Oczywiście wszystko zależy od protfolio na dany rok. Patrze jednak średnio optymistycznie w ich przyszłość. PES,MGS,Castlevania mają zarabiać tylko? No cóż, jest jeszcze Saw, jednak film co roku nie wychodzi, te gry także. Konami nie jest jakimś wielkim developerem, jednak uważam,że do swojego portfolio powinni dodać jakieś serie, regularnie kontynuowane. Saw + N3II: Ninety-Nine Nights i np Yu-Gi-Oh!, powiększyłoby to znacznie portfolio wydawcy i corocznie mogłoby dać lepsze efekty i poprawić kondycje finansową. Piła, akurat nie przepadam za tym filmem, jednak jak pokazują wyniki sprzedażowe ma swoich zagorzałch fanów, Ninety-Nine Nights to slasher, pierwszy wyszedł zaraz przy premierze Xboxa360, drugi nie tak dawno, dobry slasher zawsze się sprzeda. Niestety ostatnia część była beznadziejna, po godzinie odłożyłem pada i nie wróciłem do niej. Natomiast Yu-Gi-Oh! to na podstawie bajki, która swojego czasu leciała w Polsacie. Wiadomo, gry na podstawie japońskich bajek są popularne i się sprzedają nawet w Polsce. Powinni delikatnie badać, która marka jest chciana przez graczy najbardziej i inwestować odpowiednio. Kto nie inwestuje ten się cofa. Przyszłość pokaże, Konami ma masę specjalistów w swoich szeregach np znany wszystkim Hideo Kojima. Konami nie upadnie, ale może mieć problemy w przyszłości.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Namco Bandai, upadający developer?

                  
         Namco Bandai to japoński developer gier video. Od lat serwują nam japońszczyznę w każdej postaci. Przeważnie są to tytuły na licencji mangi, jednak sporadycznie trafiają się odmienne tytuły. Pokrótce chciałbym scharakteryzować główne tytuły wydawcy i przedstawić stosunek do europejskiego konsumenta, w końcu obchodzi nas to najbardziej;

- Tekken, wisienka w portfolio Japończyków. Pierwsza część powstała w 1994r i była rewolucyjna jak na tamte czasy. Kolejne części były różne, miały wzloty i upadki, jednak seria trzymała pewien poziom, każda część wznosiła coś nowego. Jednak ostatnia część już nie była aż tak dobra, szczególnie graficznie było średnio, zganiali to na "starego" xboxa 360, jednak inne tytuły pokazują, że xbox nie jest taki stary jak go niektórzy malują. Grałem z kolegami parę dni w Tekkena, jednak nie poruszył mnie tak jak kiedyś. Dodatkowo seria doczekała się adaptacji filmowej, jednak jest ona na takim samym poziomie jak gra, średniak, chociaż film jak dla mnie ciut lepszy niż gra, oczywiście, fani serii mogą być wściekli za takie wyreżyserowanie, jednak mi się podobało.

- Dragon Ball, któż nie znałby Cella, Goku, Vegety? Serial anime doczekał się w Polsce wielu fanów. Pamiętam jak na RTL-7 bodajże leciały odcinki to podwórko automatycznie robiło się puste, każdy śledził losy smoczych kul i innych perypetii głównych bohaterów. Japońszczyzna nie jest u nas zbyt popularna, jednak Dragon Ball jak mało jaka seria doczekała się rzeszy oddanych fanów. Powstał także film, jednak wole o nim zapomnieć jak najszybciej, był tragiczny. Żałuje pieniędzy wydanych na bilet a ja naprawdę nie jestem jakimś wielkim krytykiem filmowym. Natomiast przejdźmy do gier, klasyczne bijatyki. Kiedyś pewien pan z Namco Bandai mnie rozśmieszył swoją wypowiedzią na temat kolejnej części, "Kolejny Dragon Ball będzie wyjątkowy, będą zmienne warunki pogodowe", jednak na pytanie reportera "Czy będzie to miało wpływ na rozgrywkę?", wiecie co odpowiedział? "Nie". Jak dobrze widzimy kolejne części nie są wyjątkowe, ot takie 7/10, dla fanów must have, dla reszty to różnie. Jednak sympatyków Goku jest wielu, więc i gry się sprzedają.

-Naruto, czyli jedziemy po bandzie z żółtowłosym kolegą. Seria ta staje się coraz popularniejsza i w kraju kwitnącej wiśni, jak i w nadwiślańskim narodzie. Przedstawię grę z dwóch płaszczyzn, fana Naruto oraz osoby nieznającej klimatów, chcącej po prostu dobrze się zabawić. Niestety, mamy tutaj dwie odmienne oceny. Moj brat jest fanem serialu anime, jak dorwał się którejś części na Xboxie 360 to nie mogłem go zgonić. Potrafił siedzieć i grać, grać, grać. Skoro on tyle grał to znaczy, że gra powinna być fajna? Postanowiłem to sprawdzić i szybciej wyłączyłem grę niż włączyłem. Jednak później grałem z bratem 1 VS 1 tradycyjne walki, sterowanie opiera się na wciskaniu tylko x/y, w przypadku Xboxa360. Pograłem chwilę i już do gry nie wróciłem. Jest ona wyłącznie dla fanów.

               Są to 3 obecnie główne serie wydawcy. Oczywiście nie można zapominać o Magnacarcie, Ace Combat, Afro Samurai, Splatterhouse, oraz Enslaved. Nie licząc Ace Combat oraz Enslaved wątpie w kontynuację jakiejkolwiek z tych serii. Okazały się one finansową klapą. Szczególnie żałuje Enslaved, który był bardzo dobrą grą, jednak posiada syndrom „świeżej marki”.
Wyniki finansowe koncernu pokazują iż nie jest najlepiej (szczegółowe wyniki: http://www.gry-online.pl/S013.asp?ID=51544). Jednak ja ma być lepiej jak wydawca nie serwuje niczego porządnego? Niedługo na rynku pozostaną jedynie wydawcy wydający gry AAA wysokiej klasy oraz twórcy gier niezależnych. Na średniaki oraz gry słabe nie ma popytu i nie będzie. Mamy wybór, wydać 50 dolarów na Battlefielda a wydać na Splatterhouse to sami zobaczycie wynik. Niestety Namco jest coraz gorszym wydawcą, coraz mniej dobrych gier wydają, strategia oparta na Dragon Ballu, Naruto i Tekkenie długo nie podziała. Posiadają oni coraz mniejszy kawałek rynku i coś czuje, że długo nie podniosą się, do tego trzeba lat pracy oraz co najważniejsze, dobrych gier, których Namco brakuje. Dla nich liczy się głównie Japonia, a tamtejszy rynek kurczy się. Pozostaje mieć nadzieję, że pójdą po rozum do głowy i coś zmienią w portfolio.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Bulletstorm, spóźniona recenzja ;)

People Can Fly, polskie studio, któro robi sporo zamieszania ostatnio wokół siebie. Adrian Chmielarz dostał od amerykanów kredyt zaufania. Po przeniesieniu pierwszych Gerasów na Pc, Epic Games zdecydowało się przejąć to studio. Co za tym idzie? Przede wszystkim spory budżet, oraz „darmowy” dostęp do Unreal Engine. Oto na światło dzienne wychodzi ich kolejny projekt, Bulletsrorm. Chyba każdy gracz widział nie jedną reklamę, nawet amerykańska telewizja FOX postanowiła zrobić „darmową reklamę”, za którą ładnie podziękował pan Adrian. Gra jest podobno najdroższym polskim przedsięwzięciem, droższym od Quo Vadis, Wiedźmina, Call of Juarez, ponoć budżet opiewał na 20mln dolarów. Więc i oczekiwania są ogromne, czy twórcy Painkillera zdali egzamin po raz kolejny?

Głównym bohaterem jest Grayson Hunt, pijak, dezerter, cholernie dobry strzelec. Przypomina on bohatera, którego normalnie nie dopuściłoby się do mass mediów. Takiego, który nie trafiłby do normalnej gry. Zarośnięty pijus, który za nic ma kulturę. Był on członkiem drużyny Dead Echo, eliternej drużyny, która dla generała Sarrano zabijała teoretycznych przeciwników Korporacji. Jednak podczas jednego ze zleceń wyszło na jaw iż byliśmy oszukiwani przez cały czas. Zabijaliśmy poprostu zwykłych cywilów, którzy mieli coś na naszych zleceniodawców, byli to głównie dziennikarze i polityczni przeciwnicy. Grayson nie zwykł dać sobą manipulować, postanowił się zbuntować i nakopać do du** generałowi, któy z naszą pomocą rozbił się na pewnej planecie. Z naszej załogi przy życiu pozostaje jedynie Ishi, skośnooki żołnierz, który żyje tylko dlatego iż przed śmiercią uchronił go pokładowy lekarz, robiąc z niego pół robota. Ishi ma problemy, gdyż czasami kontrole nad nim przejmuje SI, które jest przeciwne działaniom Graysona i jest wierne Korporacji. Cóż warta jest gra bez kobiety? Tutaj mamy Trishkę, kobietę, która jest idealna dla Hunta. Cięty język, cholernie dobrze zna się na obsłudze broni i nakopałaby praktycznie każdemu mężczyźnie.

W grze reklamowany mocno był system skillshootów, czyli nic innego jak zabijanie w sposób najbardziej efektowny i efektywny przeciwników. Do tego zadania mamy do dyspozycji przeróżne bronie , smycz elektryczne i naszego buta! Wystarczy za pomocą smyczy przyciągnąć do siebie delikwenta, kopnąć go np na kaktus i dostajemy skillshoota o nazwie „ akupunktura „. Jest 131 kombinacji, aby wykonać wszystkie musimy każdą bronią strzelać w każdy sposób i w każego przeciwnika. Chciało mi się śmiać, gdy upiłem głównego bohatera i zmasakrowałem przeciwników, dostając dodatkowe punkty za bycie pijanym. Bulletstorm zachęca nas do picia i strzelania jednocześnie! Gra nie wymaga od nas korzystania ze skillshootów, jednak jest to bardzo satysfakcjonujące i ułatwia rozgrywkę, gdyż za punkty uzyskane z kombinacji możemy wykupić amunicję, ulepszyć broń itp. Kreatywni mordercy będą wynagrodzeni.

Graficznie gra wygląda przednio. Krajobraz przypadł mi do gustu, od miast po jaskinie. Chłopaki z PCF potrafią wykorzystać Unreal Engine, na którym gra śmiga. Technologicznie oraz artystycznie wszystko spełniło moje oczekiwania a nawet więcej. Piękne widoki zrójnowanego miasta zapierają dech w piersiach. Przeciwnicy także są pasują do klimatu gry, mamy wypaleńców, czachy, są to nazwy gangów , z którymi przyjdzie nam zmierzyć się. Czasami cały ekran mamy „zamazany” nazwami skillshootów, które wykonaliśmy, jednak nie przeszkadza to ani trochę, wręcz odwrotnie, daje to sporą satysfakcję, do tego animacja ani przez chwile nie zwalnia, nie ma żadnego doczytywania tekstur, wszystko dzieję się na bieżąco, cut-scenki są bardzo estetycznie i zrobione z rozmachem. Jednak jest ich stosunkowo nie wiele, wkońcu tutaj chodzi o rozwałkę a nie filmiki rodem z Bayonetty czy Final Fantasy. Podsumować można jednym zdaniem; Kawał dobrej roboty.

Oczywiście nie obyło się bez skryptów, walące się budynki są na porządku dziennym. Bardzo śmiać chciało mi się z głównego bohatera. Jest zabawny na swój sposób. Podobała mi się scena w jaskini, gdzie „z buta” przedzieraliśmy się przez jaja „mamuśki”, czyli olbrzymiego potwora z jaskini. Jak to bywa, nasz bohater zniszczył „przypadkowo” pare jajeczek więc mamuśka się wkurzyła i przez całą grę chce nas zabić a my brnąc w planete wkurzamy jeszcze więcej istot i w ten sposób,  wszyscy chcą nas zabić. Jest to naprawdę zabawne, jak to Trishka powiedziała „czy Ty musisz każdego wkur*** tak ,że chce nas zabić?”. W grze będziemy latać Żyrokopterem, będziemy biegać po toksycznej rzece, odwiedzimy żerowisko potworków, będziemy uciekać z walącej się jaskini,

Voice acting stoi na przyzwoitym poziomie. Głosy są realistyczne i odpowiednio dobrane. Szczególnie Ishi przypadł mi do gustu, tzn jego ludzka strona. Muzyka podczas rozgrywki zachęca wręcz do efektownego zabijania, Ścieżka dzwiękowa, wystarczy tego posłuchać m.in. Dodatkowo cały soundtrack z gry możemy pobrać legalnie za darmo. Piątka dla chłopaków z Epic Games. Akurat zamiast darmowej ścieżki dźwiękowej wolelibyśmy dodatkowe, darmowe mapki do trybu Echo. Jednak darowanemu koniu w zęby się nie zagląda.
Gra ma także parę wad. Tryb multiplayer, chaotyczny jest zbyt, trzeba naprawdę być zgranym z kolegą aby grało się z klasą. Jeżeli komuś chaos nie przeszkadza to spoko, jeżeli jednak wymagamy czegoś więcej to niestety musimy albo znaleźć odpowiednią osobę albo po prostu odpuścić.
Drugą wadą dla mnie jest długość gry, pewnie dlatego, że mnie tak wciągnęła gra, ze skończyłem ją w jeden dzień. Przez PCF pół niedzieli spędziłem grając i robiąc notatki z Bulletstorma. Jednak tak szczerze to brakowało mi jeszcze 2 godzin gry. Byłbym tak spełniony jak po skończeniu Mass Effecta 2.                
Rynek jednak jest taki iż mamy coraz krótsze gry, oczywiście tryb Echo mocno wydłuża rozgrywkę, zależy jak bardzo nas wciągnie efektowne zabijanie. Ja do tej pory odpalam tryb echo, próbuje przeganiać znajomych w ilości zdobytych punktów i wiele więcej. Aspekt społecznościowy był wyrobiony już przed premierą, na XBL, PSN masa ludzi grała, pobijała rekordy za nagrody. Było to niesamowite jaki Hype był na demko, oczywiście polacy śrubowali kolejne rekordy. Polacy nie gęsi, growe rekordy mają.

Parę zdań należy poświęcić polonizacji. Ktoś kto ją robił ma u mnie piwo. Ktoś może powiedzieć , że gra jest wulgarna, że teksty są dziecinne. Pijak, dezerter powinien mówić językiem literackim? No wybaczcie, ale jak dla mnie ktoś kto czepia się prostoty polonizacji szuka dziury w całym. Jest ona zrobiona z jajem i bardzo fajnie pasuje do całego klimatu. Nie raz miałem uśmiech na twarzy czytając wypowiedzi Trishki, czy Graysona. Dla mnie to najciekawsza polonizacja od czasu Bad Company 2.
Podsumowując, gra jest wyśmienita, dała mi wiele satysfakcji, bałem się iż znudzę się biciem skillshootów, jednak nic takiego nie miało miejsca. Bawiłem i bawię się doskonale, dawno żadna gra tak mnie nie przyciągnęła do trybu single-player.Zabijałem z fantazja, śmiałem się z tekstów, dawno nie było tak dobrej polskiej gry. Naprawde polecam wszystkim, na allegro cd-key jest do wzięcia za niecałe 50zł.

Zalety:
-Główni bohaterowie,
-Ocieka klimatem,
- Tryb Echo,
-Polonizacja

Wady:
-Chaos w multi,
-Ciut za krótki singiel.

Ocena Końcowa: 8+


niedziela, 17 kwietnia 2011

Fable III / mini - recenzja


       Peter Molyneux, ojciec serii Fable znany jest z bujnej wyobraźni. Przy okazji każdej kolejnej gry słyszymy jaka to ona będzie wyjątkowa i cudowna. O dziwo przy okazji premiery III części gry obietnic było mniej, czyżby zamiast słów miały być czyny?
                Przygodę rozpoczynamy jako syn bądź córka bohatera i zarazem władcy Albionu z drugiej części. Rozgrywkę zasadniczo możemy podzielić na dwa aspekty, zdobywanie władzy poprzez rewolucję, oraz rządzenie Albionem , gdzie zdobywanie władzy trwa jakieś 75% czasu gry. Władzę zdobywamy poprzez rewolucję do której chcemy doprowadzić aby pozbawić tronu naszego "złego" brata, jednak jak to bywa w grach jego zachowanie ciężko ocenić jednoznacznie.
Podczas naszej działalności konspiracyjnej zwiedzamy cały Albion . Od mroźnych gór po pustynne krainy. Nasze działania mają na celu zdobycie sprzymierzeńców, którzy wspomogą nas w naszych działaniach. Jednak altruistów nie ma w dzisiejszych czasach, każdy ma swoje problemy więc jak to bywa w grach RPG zanim oni nam pomogą , musimy pomóc im, dodatkowo musimy dać im obietnicę, że gdy obejmiemy tron wspomożemy ich sprawę.
                Gdy dochodzimy do władzy, mamy typowy zwrot akcji. Dowiadujemy się dlaczego Logan był taki jaki był i jest to spore zaskoczenie dla nas. Teraz pojawia się dylemat, czy powinniśmy kontynuować jego dzieło i być zapamiętanym jako tyran, jednak dzięki temu uratujemy wiele istnień, czy być dobrym, wychwalanym władcą, jednak mieć pusty skarbiec, który nie pozwoli nam na zwerbowanie wielkiej armii do walki.
Rządzenie polega na tym, że mamy problem do rozwiązania i dwie strony z odmiennymi argumentami. Przeważnie jest to ktoś z naszych towarzyszy, którzy domagają się dotrzymania obietnicy a co za tym idzie uszczuplenie skarbca, oraz drugą stronę, która przedstawia kontrargumenty i namawia nas do działań, które powiększą budżet, jednak doprowadzą do złamania obietnicy. Przy każdej decyzji widzimy ile taka decyzja może nas kosztować, albo ile możemy zarobić. Przykładowa decyzja, czy zamienić stary budynek w szkołę dla biednych dzieci, czy stworzyć dom publiczny. Wiadomo jakie są skutki.
                Epoka przemysłowa w Albionie została bardzo ładnie wykonana. Miasta są śliczne , aż chce się po nich spacerować. Jednak poziom techniczny grafiki pozostawia wiele do życzenia. Rozmach gry nie jest taki jaki być powinien. Ostateczna bitwa o losy Albionu a my widzimy przy dobrych wiatrach 10 osób na ekranie w tym naszych żołnierzy. Troszkę pozostawia do niesmak i nie czuć satysfakcji z walki .
                Podsumowując, kolejna część Fable trafia w ściśle określone gusta, czyli fanów serii, ja nie jestem ani osobą obojętną ani wielkim fanem serii, więc gra pozostawiła mieszane uczucia u mnie. Szczególnie zawiódł mnie system rządzenia krajem. Spodziewałem się czegoś bardziej rozbudowanego, chciałem poczuć władzę , pragnąłem  też wyjaśnić mieszkańcom na końcu moje pobudki , jednak gra nie zaoferowała mi takiej możliwości. Mimo iż przez większość gry bawiłem się przednio to końcówka mocno zawodzi i psuje ogólne wrażenie.

Plusy:
- Klimat epoki industrialnej,
- Baśniowa fabuła,
- Droga do władzy.
Minusy:
- Końcówka pozostawia wiele do życzenia,
- Niewykorzystany potencjał!
Ocena końcowa:        7+